niedziela, 16 czerwca 2013

Chapter 8. Truth hurts very much

 Widok radosnego Chrisa nie koił mnie, wręcz przeciwnie. Aż czułam ból w klatce piersiowej jak myślałam, że już niedługo dowie się całej prawdy.
Nie zasłużył na to, nie zasłużył na mnie. Zachowałam się jak podle. Zdradziłam faceta mojego życia, dokonałam czegoś niedopuszczalnego. Nie wiem czy jest sens w ogóle informować go o tym wszystkim. Może po prostu powinnam powiedzieć mu Chris słuchaj, popełniłam najgorszy błąd mojego życia, nie chcę Cię ranić i lepiej będzie, jeśli zerwiemy.
Nie chciałam go długo okłamywać, jednak jego przesłodki uśmiech  delikatne całusy, sprawiały, że nie miałam ochoty nawet opowiadać mu o wycieczce do Londynu.
Bardzo szybko zmieniłam swoje zdanie i uznałam, że lepiej będzie jak na razie mu nic nie powiem. Doskonale wiem, że działam wbrew swoich postanowień, ale nie miałam innego wyjścia. Serce mówiło co innego, mózg się z nim sprzeczał. Wychodziła mieszanka wybuchowa i ostatecznie postanowiłam tlić w sobie te wiadomości.
- Tęskniłem!- Przyciągnął mnie do siebie i delikatnie musnął moje usta.
Z każdym jego dotykiem czułam się okropniej.  Cholernie przeklinałam siebie w myślach.  Gdybym zaczęła racjonalnie myśleć i działać zgodnie z moim planem, który przemyślałam jeszcze podczas pobytu w Londynie, nie musiałabym odczuwać bólu kłamstw, którymi teraz obrzucałam Chrisa.
Oczywiście kiedy zobaczyłam go na lotnisku zmieniłam nieco obieg i nie trzymałam się określonych przeze mnie zasad.
Było mi z tym ciężko, ale za bardzo go kochałam, by od razu wyznać mu, że w Sylwestra przespałam się z innym.
Chwycił moje walizki i razem powędrowaliśmy w stronę jego samochodu.
- Jak było w Galway?- Zmieniłam temat, by teraz on opowiedział coś o swoim wyjeździe.
- Coś się stało, kochanie? Od samego początku jesteś jakaś przerażona.- Zauważył mój pełen obaw wzrok.
Zawsze udaje mu się rozgryźć mój stan za pomocą oczu. Nie wiem, dlaczego, ale to właśnie po moich tęczówkach najlepiej widać,  czy coś mnie trapi, czy jestem szczęśliwa.
- Nie! Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jestem trochę zmęczona podróżą. Lot samolotem nie wpływa na mnie pozytywnie.- Z moich ust wypłynęła kolejna wiązanka kłamstw.
Gdybym mogła, pewnie już bym się zabiła za to, że na każdym kroku będę teraz okłamywać mojego chłopaka.
Nie wiem jak długo z tym pociągnę. W tym momencie zachowuję się po prostu bezczelnie.

Kiedy wsiadaliśmy do samochodu, z kieszonki mojego płaszcza wypadło jedno ze zdjęć, które Eden podarował mi, kiedy się żegnaliśmy.
Chciałam je sama złapać, jednak brunet okazał się szybszy i pierwszy chwycił fotografię.
Modliłam się, by nie było to zdjęcie z brunetem. Wtedy byłabym już zmasakrowana na lotnisku, a nie chciałam przyciągać uwagi innych ludzi.
- O! London Eye!- Posłał mi ciepły uśmiech. – Jednak fotografowanie jest Ci pisane.- Znowu przybliżył się do mojej twarzy i musnął moje wargi.
Ze świstem wypuściłam zalegające w płucach powietrze, tym samym dziękując Bogu za to, że to właśnie to zdjęcie wypadło mi z kieszonki.
Przez całą drogę nie odzywałam się do niego, a to już skutkowało niewielkimi podejrzeniami, że mogło stać się coś strasznego. Mój chłopak oczywiście nie wypytywał mnie na razie o to, jednak po jego wyrazie twarzy mogłam dostrzec, że trapi go moje zachowanie. Często spoglądał w moją stronę ze znakiem zapytania wymalowanym w oczach. Nie chciałam powrotu do domu, nie chciałam rozmowy z nim. Wolałabym zakopać się pod ziemię, niż patrzeć na to, jak przeze mnie cierpi.
Kiedy Chris zaparkował samochód obok mojego rodzinnego mieszkania, myślałam, że umrę. Moja mama od razu wybiegła na schody, by się ze mną wyściskać, jednak kiedy zauważyła, że nie jestem  humorze od razu pobiegła zaparzyć jakieś ziółka, a Chrisowi kazała zaprowadzić mnie do sypialni.
Nie mogłam znieść takiego traktowania. Zaczęli troszczyć się o mnie, jak o jakąś osobę, która miała kilka minut temu poważną operację. Ja potrzebowałam chwili wyciszenia na przemyślenie kilku spraw, a nie ziółek z domowej apteczki mamy.
Brunet oczywiście pospiesznie zaniósł wszystkie walizki do salonu, a później wrócił po mnie, by złapać mnie za rękę i normalnie jak z ochroną skautów zaprowadzić do sypialni. Bez zastanowienia ułożyłam się na łóżku, a obok mnie pojawił się Chris, zaniepokojony moim stanem.
-Może powinniśmy jechać do szpitala?- Rzucił, głaszcząc moją dłoń.
- Bez przesady, nie umieram. Po prostu potrzebuję chwili spokoju.- Odparłam całkiem spokojnie i przymknęłam powieki, z których mimowolnie zaczęły wypływać łzy.
- Ej.. żabko.- Uchwycił mój podbródek i przyciągnął do swojej twarzy.
Teraz to już rozpłakałam się na dobre. On był dla mnie taki czuły, pełen troski, a ja? Zdradziłam go. Nie mogłam pohamować się od wylewu łez, kiedy wpił się w moje usta. Nie chciałam już żyć. Tępo wbiłam wzrok w jego brązowe oczy, które otaczały mnie oazą spokoju.
- Zaraz wrócę.- Posłał mi ciepły uśmiech i jak strzała wybiegł z pokoju.
Miałam chwilę na ogarnięcie swoich myśli. Teraz albo nigdy. Nie miałam zamiaru już go dłużej kłamać i mówić, że wszystko jest okej, bo było widać, że nie jest.
Pospiesznie otarłam rękawem bordowej sukienki łzy, spływające po policzku i przeczesałam lewą ręką włosy by wyglądać naturalniej.
Aż przeszły mnie ciarki, kiedy drzwi do mojej sypialni otworzyły się, i do pokoju za Chrisem wparowali moi rodzice.
Przerażonym wzrokiem zlustrowałam każdą z postaci, a kiedy Chris uklękną, byłam bliska do stracenia przytomności.
- Zostaniesz moją żoną?- Z kieszonki swoich granatowych spodni wyciągnął czerwone pudełeczko, w którym najprawdopodobniej znajdował się pierścionek.
Jego tęczówki przybrały intensywny odcień brązu, a w nich zapaliły się świeczki.
Myślałam, że moje serce właśnie w tym momencie rozerwie się na tysiące drobnych kawałków.
- Chris.. Ja nie mogę.- Wydusiłam, dławiąc się własnymi łzami, które teraz spływały niczym potok.
Poczułam jak mocno ściska moją dłoń i ze smutnym wyrazem na twarzy wpatruje się w moje powieki, które teraz  były zalane łzami.
- Możecie zostawić nas samych?- Wydukałam, w stronę rodziców, ledwo zaczerpując się powietrzem.
Kiedy wyszli z sypialni, usiadłam na brzegu łóżka i zakryłam twarz rękami.
Cała się telepałam, a po moich policzkach nadal spływały gorzkie łzy.
Gdyby nie ten Sylwester z Edenem, byłabym zaręczona z Chrisem.. To jakieś fatum! Nigdy nic mi się nie udaje..
Znowu poczułam chłodne ze zdenerwowania ręce Chrisa na moim policzku, który najwidoczniej zbyt bardzo nie przejął się moją decyzją.
- Powinienem poczekać jeszcze trochę..- Westchnął, zarzucając kosmyk moich włosów za ucho i lekko muskając mój mokry policzek.
- Nie, Chris. Tu nie chodzi o to, żebyś poczekał..- Westchnęłam, dalej chlipiąc.
Objął mnie ramieniem i przyciągnął lekko do siebie. W jego uścisku czułam się tak bezpiecznie, że nie chciałam tracić tej chwili.
Już za kilka sekund brunet będzie znał prawdę, a ja zejdę po prostu na psy, ba już zeszłam..
- A o co?- Szepnął, lekko gładząc moje plecy.
Przymknęłam powieki i wzięłam głęboki oddech. Nie chciałam dłużej czekać, nie teraz, kiedy już praktycznie wszystko wyszło na jaw.
- Zdradziłam Cię..- Rzuciłam, całkiem niesłyszalnym tonem.
Mimowolnie rozluźnił uścisk i wlepił swe tęczówki w moje.
To był moment, którego obawiałam się najbardziej.
Chciałam uniknąć jego wiercącego spojrzenia, jednak nie mogłam. Nie mogłam się poddać.
Poczułam jak mój policzek robi się czerwony od jego dłoni.
Przeczuwałam, że tak będzie..
- Nie chcę Cię znać..- Wysyczał, kierując się do wyjścia.
Nie chciałam go zatrzymywać, wiedziałam, że to nic nie da.

Przytuliłam twarz do poduszki i pozwoliłam na upust  swoich emocji. Nie chciałam nawet żyć. Życie bez Chrisa nie było normalnym funkcjonowaniem, to tak jakby ktoś wyrwał moją połówkę serca..

***
Jeden chyba z moich lepszych odcinków.
Miałam dodawać już posty regularnie, lecz znów nie było mnie ponad dwa tygodnie. No nic już luzy w szkole, więc bez żadnych pretekstów powinnam się wyrabiać ;p
PS  Miałam się powstrzymać, lecz niestety nie potrafię. Zaczęłam pisać kolejnego bloga, powracam do moich Kanonierów. Tym razem będzie to poważniejszy temat. Więcej szczegółów już niebawem ;)
Do następnego! ;*